sobota, 12 września 2015

Rozdział 5: Sekrety

Witajcie po dość długiej przerwie... Mam nadzieję, że ktoś tu jeszcze zagląda. Przez długi czas nic nie dodawałam, ale to przez to, że były wakacje, a w tym roku dużo podróżowałam, a potem nadeszła szkoła i tak jakoś wyszło... Więc oto kolejny rozdział, mam nadzieję, że wam się spodoba. Proszę o wasze opinie.
Pozdrawiam! :)


__________________________________________________________






Peeta nie przynosi żadnych nowych butelek do domu. Nawet wtedy, gdy odwiedza Haymitcha. Myślę, że pozostanie z dala od białego trunku. Czasami, kiedy wpadamy na siebie, jestem na tyle blisko, aby czuć – a raczej nie czuć – jego oddech.

Nie wyczuwam alkoholu.

Doceniam jego wysiłki. Jestem pewna, że to nie jest dla niego łatwe. Widziałam skutki odstąpienia od alkoholu wcześniej u kilku pacjentów mojej matki. Wiem, że to nie jest przyjemne, ale nigdy nie spodziewałam się, że Peeta zrobi to dla moich dzieci. Nigdy nawet nie spodziewałam się, że zrobi to dla samego siebie. Nie jestem pewna dla kogo to robi. Przez kilka dni wygląda jakby był chory, drżą mu ręce i widać desperacki blask w jego oczach. Ale to przechodzi. Przypuszczam, że nie był tak daleko na drodze alkoholizmu jak przypuszczałam.

Haymitch przychodzi na obiad. Widząc stan jego kuchni, jestem bardziej niż szczęśliwa, bo mogę zapewnić mu pożywny posiłek. Nie zapomniałam co mu zawdzięczam. Nie zapominam również jak widział moje nagie, głodujące ciało, ale na szczęście nie wspomina tego. Zamiast tego drażni się bezlitośnie z Peetą. Poprzez ich żarty, zobaczenie co łączy dwóch zwycięzców nie jest wcale takie trudne.

Haymitch przychodzi bez zapowiedzi, ale nie codziennie. Kiedy tu jest pije do obiadu wodę, zamiast alkoholu. Nadal pije gdy wraca do domu, ale przynajmniej zatrzymuje to poza tym domem.

To dziwne, jak szybko stworzyłam swego rodzaju własny dom.

Dni mijają. Wszyscy przywykliśmy do wygodnej rutyny. Ivy śpi większość nocy. Arrow już nie boi się ciemności w swoim dużym pokoju. Odwiedzamy Prim i jej rodzinę. Ulżyło mi widząc, że ona i jej dzieci nabierają masy. Chleb z piekarni pomaga i jedzenie, które przynoszę w plecaku, gdy tylko mogę.

Łatwiej jest nawiązać kontakt z trzeźwym Peetą. Uczy mnie grać w pokera. Po trzech nocach, opanowuję grę na tyle dobrze, żeby go pokonać. On prycha i mówi, że to jest tylko szczęście początkującego. Gdy mówię o tym Haymitchowi, nawet nie próbuję ukryć głupawego uśmieszku. Rechocze i mówi, że też chce grać. Haymitch mówi, że Peeta ssie pokera ale nie ma wyjścia, abym pokonała jego. Więc gramy.

Uśmiech Haymitcha znika stopniowo, kiedy dociera do niego, że wycisnęłam z nich wszystko, co się dało.

– To jest żenujące, Haymitch – narzeka Peeta. – Ile razy graliśmy w pokera z innymi zwycięzcami w Kapitolu?

Uśmiecham się z wyższością. Jestem straszną kłamczuchą, ale okazuje się, że mam jeszcze coś, co nazywają "pokerową twarzą". Byłam też dobra z matematyki w szkole. Poza tym, mogę powiedzieć, kiedy Peeta kłamie. Patrzy zbyt intensywnie na swoje karty, a czasami zgrzyta zębami. Haymitch jest bardziej nieprzewidywalny, ale często popełnia błędy. On również mnie nie docenia co jest jego błędem.

Dzisiejsza noc jest ciemna i deszczowa, a na dodatek nie ma prądu. To nie zdarza się często w Wiosce Zwycięzców, w przeciwieństwie do Złożyska. Peeta wygląda nieswojo, ale nie chce powiedzieć dlaczego. Tylko mamrocze coś o Piątce. Zapalamy świece i gramy w pokera jak zwykle. Nie ma śladu Haymitcha.

– Nocami grałam w szachy z Galem – wypalam nagle. Nie wiem dlaczego. Nigdy nie mówiłam Peecie o Gale’u chyba, że słucha historii, które opowiadam Arrowowi.

Peeta traci żetony, które trzymał w ręku na stole.

– Och – odchrząkuje. – Czy był dobrym szachistą?

– Lepszym niż ja – uśmiecham się. – Był strategikiem. Mógł myśleć dużo dalej w przyszłość, a ja mogłam zaplanować dwa lub trzy przyszłe ruchy.

– Wygląda na to, że jesteśmy na tym samym poziomie – Spoglądam na niego. Kładzie resztę swoich żetonów na stole. Nie podnosi wzroku. – Chciałabyś zagrać w szachy jakiejś nocy?

Moja odpowiedź jest natychmiastowa i spontaniczna.

– Nie – Nie mogę mu wyjaśnić, dlaczego. Być może nawet sama sobie nie potrafię wyjaśnić. Nie mogę nie zauważyć, jak złapał się krawędzi stołu lewą ręką tak mocno, że zbielały mu knykcie. – Ale lubię grać z tobą w pokera – mówię delikatnie.

Jest cień uśmiechu na jego ustach, kiedy w końcu na mnie spogląda.

– Mówisz to tylko dlatego, bo zawsze wygrywasz, Katniss – odpowiada.

Chichoczę.

Jest słoneczny kwietniowy dzień. Peeta i ja siedzimy na dywanie w salonie, a Ivy raczkuje między nami – ode mnie do niego i tak w kółko. Promienieje i jest z siebie dumna. I nic dziwnego, bo sama jestem zachwycona. Peeta ku mojemu zachwyceniu,
śmieje się. Nie sądzę, bym kiedykolwiek wcześniej słyszała jego śmiech, przynajmniej nie w ten sposób. Linie zmartwień i lata wydają się znikać przed moimi oczami i przez sekundę widzę przebłyski chłopca, którym musiał być przed tym, jak wysłali go na Igrzyska. Podnosi Ivy gdy wraca do niego, trzyma ją w ramionach do góry nogami i łaskocze ją. Ivy piszczy w uciesze.

Nagle Peeta przestaje. Patrzy na coś za moimi plecami i odkłada Ivy na dywan. Patrzę przez ramię i widzę moją matkę, opierającą się o otwarte drzwi z dziwnym wyrazem twarzy, który nie wiem co może oznaczać.

– Um... Jak się pani miewa, pani Everdeen? – Peeta mówi rumieniąc się.

Ja także się rumienię, cholera.

– Cześć, mamo. Nie słyszałam jak wchodzisz.

– Cześć, kochanie – Jest coś dziwnego w jej uśmiechu. – Zapukałam do drzwi, ale nikt nie otworzył. Słyszałam cię, więc weszłam do środka. Mam nadzieję, że to nie problem.

Podnosi Ivy, która natychmiast zaczyna bawić się jej naszyjnikiem.

– Ktoś tu nauczył się czołgać. Brawo, Ivy! – uśmiecha się do niej, a ona wkłada palce do ust swojej babci.

– Tak, dzisiaj się tego nauczyła – uśmiecham się dumnie.

– To dlatego jesteś taka... rozradowana.

– Tak – Jestem zdenerwowana. Dlaczego jestem zdenerwowana? Czuję się tak jak jak kiedyś, gdy mama przyłapała mnie i Gale'a na kanapie, kiedy miałam 17 lat. Gale miał rękę pod moją koszulą, a kiedy mama wygoniła go z domu, musiałam znieść najbardziej krępującą rozmowę jaką miałam z matką. Kiedykolwiek.

Aby ukryć zdenerwowanie, pytam ją, czy chciałaby napić się herbaty.

Biorę Ivy i idziemy do kuchni, a matka idzie za nami. Znam to spojrzenie – jest coś trudnego lub nieprzyjemnego, co musi powiedzieć. Nalewam herbatę do filiżanki, a ona siada przy stole w kuchni. Biorę szklankę wody dla siebie i także siadam.

Moja matka mówi o sąsiadach, ale wiem, że to nie po to naprawdę tu przyszła. Marszczę brwi. Peeta wchodzi do kuchni, ale gdy widzi mnie karmiącą Ivy rumieni się i wygląda na speszonego. Nawet Ivy patrzy na niego, ale nie przestaje jeść.

– Ja, uh... Idę do Haymitcha – mówi. Unika patrzenia na mnie.

Chcę mu powiedzieć, że nie ma powodu, aby czuł się niezręcznie , ja tylko karmię swoje dziecko. Ale nie chcę o tym dyskutować w tej chwili, nie przy matce.

 – Dobrze. Wrócisz na obiad?

– Tak – mówi i praktycznie wybiega z domu.

Moja matka wyraźnie się odpręża gdy słyszy jak drzwi się za nim zamykają.

– Więc, po co tak naprawdę przyszłaś? – pytam ją unosząc brew.

– Musiałam z tobą porozmawiać. Na osobności.

Oferuję Ivy drugą pierś. Robi się coraz starsza i karmienie jej jest bardzo szybkie i sprawne. Cóż, jest przynajmniej szybkie i sprawne, gdyż głównie chce tylko mleka, nie komfortu.

– Coś się stało?

Moja matka nie odpowiada od razu, jakby rozważała co powiedzieć.

– Arrow mówił ci coś o szkole w ostatnim czasie?

– Nie bardzo – odpowiadam. – Dlaczego?

– Słyszałam kilka rzeczy od pani Beech. O Arrowie i... szkole – Pani Beech jest matką Erici, jednej z koleżanek z klasy Arrowa. Jest również sąsiadką mojej matki.

– Czy coś jest nie w porządku? – Jeśli tak na pewno nauczycielka Arrowa powiedziałaby mi. Lub dyrektor.

– Pani Beech powiedziała mi, że niektóre dzieci drażnią Arrowa w związku z... – jej głos cichnie.

– W związku z czym?

– W związku z faktem, że mieszka w Wiosce Zwycięzców oraz charakterem twojej... pracy.

To jest jak kopniak wymierzony w brzuch.

 – Czy ludzie naprawdę wierzą w takie małostkowe plotki, że jedynym powodem dlaczego tu mieszkam to to, że sypiam z Peetą Mellarkiem? – syczę zła bardziej niż zamierzałam. Ivy na chwilę przestaje ssać i patrzy na mnie pytająco. Uśmiecham się do niej uspokajająco.

– Wiesz co ludzie myślą, Katniss – moja matka wzdycha. – Z pewnością cię to nie dziwi? – Niezupełnie. Ale nie spodziewałam się, że  ktoś rzeczywiście będzie o tym mówił na oczach swoich dzieci. Że dotrze to do mego sześcioletniego syna. – A potem zastaję was tu śmiejących się z Ivy na podłodze.

– Ona tylko uczyła się raczkować.

– Wyglądało bardzo przytulnie jak dla mnie.

Ivy kończy jeść i nadszedł czas na jej drzemkę.

– Zaniosę Ivy na górę – mówię jej sztywno. – Wtedy będziemy mogły spokojnie porozmawiać. – Kiwa głową.

Szybko zmieniam jej pieluchę i kładę ją w nowej kołysce. Dopiero co przeniosła się z mojego łóżka. Szepczę "śpij spokojnie" i zamykam za sobą drzwi. Przez chwilę nasłuchuję jej, ale nic nie słyszę. Teraz zwykle idzie spać bez problemu, bez żadnego zamieszania
.

Teraz muszę stawić czoło swojej matce. Czuję, że ta rozmowa może skończyć się nieprzyjemnie tak jak smutna lekcja kiedy miałam 17 lat. Moja matka jest uzdrowicielką. Nie było żadnego opowiadania o ptaszkach i pszczółkach. Była szczera do bólu i to było żenujące.

Gdy wchodzę do kuchni dopiła swoją filiżankę herbaty. Nie oferuję jej drugiej.

– Jeśli masz coś do powiedzenia, to powiedz to – mruczę.

– Katniss, masz 30 lat. Nie muszę cię pouczać – wzdycha.

– Ale nadal będziesz to robić, prawda? – mój głos jest wrogi. – To trochę późno, by zacząć ingerować w moje życie, nie sądzisz?

Otwiera usta, a następnie je zamyka, jak gdyby nie wiedziała na które pytanie odpowiedzieć w pierwszej kolejności. Moje słowa muszą boleć. Dobrze, bo tego chciałam. Ona wie bardzo dobrze, że dbałam o siebie odkąd skończyłam 11 lat. Mimo, że między nami jest znowu dobrze, mimo że wyszła z depresji i prawdopodobnie jesteśmy bliżej niż kiedykolwiek, to nie znaczy, że zapomniałam.

– Bycie samotnym jest w porządku, Katniss. Ale także w porządku jest... chcieć więcej – Mam zamiar jej przerwać, ale  podnosi rękę, żeby mnie uciszyć i potrząsa głową. – Proszę, pozwól mi skończyć. Mam na myśli to, że to naturalne gdy jesteś samotna i możesz chcieć kogoś. Gale’a nie ma od pół roku. To niezbyt dobry czas, aby zaangażować się z kimś innym. I na pewno nie jest w porządku, jeśli robisz to z pewnego poczucia obowiązku.

Ku mojemu przerażeniu, czuję łzy w moich oczach. Cicho odchrząkuję.

– Nie chcę go – mówię sztywno. – Nie jesteśmy zaangażowani w ten sposób. Jestem tylko jego
gospodynią. Żyjemy w tym samym domu. Peeta nigdy nie oczekiwałby niczego ode mnie.

– Widziałam, jak on patrzy na ciebie – sprzeciwia się. Marszczę brwi. Co ona mówi? – I co ważniejsze, widziałam, jak ty patrzysz na niego.

Co? Kręcę głową.

– Wyobrażasz sobie za dużo. Naprawdę, mamo, posuwasz się za daleko. Jeśli będę chciała porady na temat mojego życia osobistego, poproszę cię. Ale do tego czasu...

Teraz wygląda jakby mnie przepraszała.

– Przykro mi, Katniss. Nie chcę żebyś czuła się nieswojo, ale chcę, abyś była ostrożna. Musisz wiedzieć, że ludzie plotkują i Arrow za to płaci.

Szybko wycieram łzę.

– Dlaczego mi nie powiedział?

– Pewnie chciał cię chronić.

Mój dzielny chłopak, chciał chronić swoją matkę.

– Pójdę porozmawiać z dyrektorem – mówię jej. – I porozmawiam z Arrowem.

– Zrobisz to – Wstaje od stołu. – Muszę iść, mam do odwiedzenia kilku pacjentów. Dziękuję za herbatę. – Kiwam głową i bez słowa odprowadzam ją do wyjścia.

Moja matka jest prawie w drzwiach, kiedy zatrzymuje się i odwraca się do mnie.

– Przepraszam za wtrącanie się w twoje życie osobiste, Katniss. Nigdy nie miałam takiego zamiaru. Ale... – zatrzymuje się. – Bądź ostrożna... ze swoim sercem.

– Nie sądzę, że mam serce z którym powinnam być ostrożna – Odwracam wzrok.

– Dlaczego tak sądzisz? – pyta cicho. Nie mogę odpowiedzieć. Jest mi wstyd. – Martwię się o ciebie, Katniss. – Nadal nie patrzę jej w oczy. Wzdycha.

 – Nie chcę ci tym zawracać głowy, jeśli naprawdę nie chcesz o tym rozmawiać. Ale wiedz, że jeśli chcesz porozmawiać, jestem tutaj, dobrze?

– Dziękuję – mruczę.

Wpatruję się w zamknięte drzwi długo po tym jak wyszła.

Rozmawiam zarówno z dyrektorem jak i nauczycielem Arrowa, pozostawiając bez wątpienia, że oczekuję od nich, iż będą kłaść szczególną uwagę na Arrowa i upewnienią się, że dokuczanie zostanie zatrzymane. Obiecują, że będą, ale mam złe przeczucia. Dzieci są zbyt dobre w ukrywaniu emocji od dorosłych.

Tak jak podejrzewała moja matka, Arrow stara się mnie chronić. Kiedy próbuję z nim porozmawiać, zapytać go, czy ktoś mu dokucza lub mówi rzeczy o mnie milczy i patrzy w dal.

– Byłoby łatwiej, gdybym nie odprowadzała cię do szkoły, Arrow? – pytam go. – Być może, jeśli dzieci nie będą mnie widzieć nie będą sobie przypominać…

Kręcie energicznie głową.

– Nie, mamo. Lubię, kiedy idziemy razem do szkoły.

Czuję węzeł w brzuchu. Czy chce, żebym go odprowadzała, bo jest zastraszany przed i po szkole?


Decyduję się wziąć sprawy w swoje ręce. Nie mówiąc Peecie powodu, pytam go, czy nie ma nic przeciwko jeśli zaprosiłabym kilku znajomych Arrowa. Wygląda na zaskoczonego, ale zgadza się. Pewnej niedzieli zapraszam jego dwóch najlepszych przyjaciół wraz z ich matkami. Peeta decyduje trzymać się z dala, co jest prawdopodobnie najlepszym rozwiązaniem. Drew i Slate, wraz z ich matkami, które znam dość dobrze, wydają się na początku nieco onieśmieleni. Wiem z własnego doświadczenia, jak przytłaczający jest ten dom w pierwszej chwili, kiedy jesteś przyzwyczajony do małych domów w Złożysku. Chłopcy szybko się oswajają i łagodzą napięcie, także Anna i Lily się odprężają, zwłaszcza przy filiżance kawy i obfitych ilościach szarlotki. Arrow także zostaje zaproszony do domu chłopców i wygląda na naprawdę szczęśliwego, kiedy kładę go spać tej nocy. Rozmawia ze mną znacznie więcej niż w poprzednim tygodniu. Mam nadzieję, że jeśli mogę utrzymać bezpieczną sieć jego przyjaciół, będzie go to nieco chronić przed znęcaniem się. Muszę normalizować nasze życie w Wiosce Zwycięzców.

Myślę, że to pomaga, bo z każdym tygodniem przy obiedzie Arrow mówi mi więcej o szkole i wydaje się szczęśliwszy. Serce mi pęka, że nie mogę ochronić mojego dziecka od wszystkiego. Chciałabym trzymać go cały czas w zamknięciu, ale nie mogę. Muszę wysłać go w świat i nic nie mogę na to poradzić.

Jestem zaskoczony, że Peeta jest w kuchni. Nie ma nawet szóstej nad ranem, a on już nie śpi. Co więcej, on
piecze. Wiem, że jest synem piekarza, ale nigdy nie widziałam go wcześniej piekącego.

– Dzień dobry – mówi z cieniem uśmiechu na ustach.

– Dzień dobry – odpowiadam. – Pieczesz... chleb?

Muszę brzmieć jakbym była obrażona lub
czuła się niebezpiecznie, bo jak wiem, że moje umiejętności pieczenia są mniej niż zadowalające.

– Nie mogłem spać i nagle po prostu poczułem chęć do pieczenia. Nie piekłem od... – Milknie, patrzy w jeden punkt przez kilka sekund. Następnie, jakby wybudza się z transu. – Nieważne.

Kładę Ivy na podłodze. Pilnowanie jej to teraz dość dużo roboty, gdyż teraz raczkuje. Arrow jeszcze śpi. Naprawdę chciałbym, żeby Ivy budziła się znacznie później. Patrzę na Peetę, na sposób w jakim koncentruje się na cieście. Zastanawiam się, czy nie spał całą noc, ponieważ ciasto już urosło.

– Nauczyłbyś mnie? – pytam, zanim mam szansę pomyśleć o tym, czy jest to dobry pomysł. Rumienię się. – Chodzi mi o to, że jestem... Nigdy nie byłam dobra w pieczeniu. Moje chleby wyglądają jak... Cóż, widziałeś je.

Uśmiecha się.

 – Nie ma nic złego w twoim pieczeniu. Bochenki są tylko trochę...płaskie – Jest zbyt miły, wiem to. Wyglądają jak wraki pociągów, ale przynajmniej smakują dobrze. – Ale tak, pokażę ci. Chodź tu.

Stoję obok niego przy ladzie. W ciągu minuty, moje ręce są pokryte lepką masą ciasta, ale o dziwo jego są czyste. Nie mam pojęcia, jak on to robi. Wzdycham sfrustrowana, on zrobił dwa doskonałe bochenki chleba, a wszystko co ja zrobiłam to bałagan. Peeta śmieje się i dosypuje mi trochę więcej mąki.

– Tu, rób to tak – mówi i
ociera palcami moje dłonie, używając tyle mąki, aby usunąć większość ciasta, które przykleiło się do moich rąk.

To pierwszy raz, kiedy celowo mnie dotknął. To nie jest żadna pieszczota. On tylko pomaga mi się oczyścić, ale czuję, że jest to... intymne. Wstrzymuję oddech, choć nie wiem dlaczego. Nagle zdaję sobie sprawę, że zadał mi pytanie, ale go nie słyszałam i nie odpowiedziałam, bo patrzy na mnie z wysoko uniesionymi brwiami.

– Um... Przepraszam, co powiedziałeś?

– Powiedziałem, że możesz umyć ręce, aby pozbyć się reszty ciasta, a później wysypać nieco więcej mąki na stół i na dłonie kiedy będziesz robić ostatni chleb. Powinno pomóc.

– Nie odpuścisz mi, prawda? – przekrzywiam brew. Ale i tak robię tak jak mówił i reszta ciasta schodzi stosunkowo łatwo.

– Nie – mówi, dając Ivy drewnianą łyżkę do zabawy. Zabawki, które nie są naprawdę zabawkami są dużo bardziej interesujące niż te
prawdziwe.

Peeta ma na sobie spłowiałe dżinsy i biały t-shirt, który pokazuje jego krępą, muskularną budowę. Nigdy wcześniej nie zauważyłam jakie szerokie ma barki. Nigdy nie zauważyłam... Czuję ciepło na mojej twarzy i uświadamiam sobie, że musi to być rumieniec. Cholera. Szybko odwracam się do pieca, otwieram go i sprawdzam bochenki chleba, które są już w środku. To wymówka, żebym mogła wyjaśnić moją zaczerwienioną twarz o którą pewnie zapyta. A może używam to jako wymówkę dla siebie.

– Jesteś w tym dobry – mówię, kiedy mogę odwrócić twarz w jego stronę. – W pieczeniu, mam na myśli.

– Cóż, mimo wszystko jestem piekarzem.

To dziwne, nigdy nie myślałam o nim jako o piekarzu. Nie mieszka nad piekarnią od kiedy wygrał Igrzyska.

– Podoba mi się, że wciąż myślisz o sobie jako o piekarzu – mówię.

– Cóż, na pewno przebija „zabójcę”, czyż nie? – pyta i jego wyraz twarzy się zmienia. Zaczyna czyścić miskę od ciasta, unikając mojego wzroku.

– Nie to miałam na myśli – szepczę. Jestem zła w słowach. Właściwie to powinnam się zamknąć.

– Wiem – mamrocze. – Jednak to wciąż prawda.

– Co? Że jesteś piekarzem?

– Nie, że jestem mordercą.

Kręcę powoli głową.

– To nie jest coś, co wybrałeś. Nie miałeś nad tym żadnej kontroli…

– Co z Madge? – przerywa mi. Nie patrzę na niego.

– Nie mogę... Proszę, nie mówmy o tym.

– Wiem, że byłaś jej przyjaciółką. Zabiłem ją, Katniss. Jak się z tym czujesz?

Kiedy byłam młodsza, odtwarzałam tę scenę w głowie wiele razy, późno w nocy. Staram się uniknąć odpowiedzi na jego pytanie.

– Nie zabiłeś jej – mój głos jest niski i stabilny.

– Tak, zabiłem – Wygląda na pokonanego.

Wskazuję na piec. Przez szybę, widzimy rosnące bochenki chleba.

– Widzisz to? – Marszczy brwi, nie rozumiejąc. – To jest chleb. To życie. To jedzenie, to ratuje ludzi. Jesteś piekarzem, Peeto. Nie zabójcą. Być może... zabiłeś ludzi, choć zrobiłeś to, by przetrwać. Ale to nie jest to kim jesteś.

Śmieje się gorzko.

– Może jest? Byłem popieprzony na długo przed Igrzyskami, które zakończyły moją pracę. Życie pod stałą groźbą wałka do ciasta, który może ci coś zrobić. Nie wiem, może to było najlepsze. Może sposób w jaki traktowała mnie moja matka zahartował mnie do wygranej. Nikt przyzwoity nigdy nie wygrywa Igrzysk. Może miałem mniej zdrowego rozsądku i człowieczeństwa do stracenia.

– Peeto... – Wygląda na przegranego. Bez zastanowienia dotykam jego ramienia. Jego skóra jest tak ciepła pod moimi palcami. Ściskam go uspokajająco, czując, jak bardzo jego mięśnie są twarde. – To nie jest twoja wina. To nie twoja wina, że twoja matka tak źle cię traktowała i to nie twoja wina, że zostałeś wylosowany. Zrobiłeś to, co trzeba było zrobić, aby przeżyć. To wszystko.

Bierze głęboki oddech.

– Chciałbym w to uwierzyć. Ale tak dla przypomnienia... Chcę powiedzieć, że mi przykro. Przepraszam że rzuciłem ci ten chleb zamiast ci go dać, jak powinienem zrobić. I przepraszam, że nie zrobiłem nic, aby pomóc, gdy Gale zmarł i prawie pozwoliłem, aby twoje dzieci umarły z głodu.

Zastanawiam się, co to znaczy. Nie miał żadnego obowiązku, aby mi pomóc, kiedy owdowiałam. Dziesiątki górników ginie w wypadkach każdego roku. Złożysko jest pełne wdów. Ale pozwólmy temu minąć. Ta rozmowa jest wystarczająco trudna.

– Chcę podziękować... za uratowanie mi życia. Dwa razy – Trudno mi dziękować dla każdego za cokolwiek. Nie chcę dziękować ludziom, ponieważ oznacza to, że jestem im coś winna. Peeta nic nie mówi, tylko kiwa głową i patrzy w dal.

Zapach świeżego chleba rozprzestrzenia się w kuchni.

Jestem drażliwa i podenerwowana cały dzień, warczę na dzieci i unikam Peety jak tylko mogę. Odrzucam jego propozycję gry w pokera i i kładę się wcześniej do łóżka. I teraz nie mogę spać.

Ivy śpi w swoim łóżeczku; słyszę jej miękki, spokojny oddech. Zwykle kołysze mnie do snu. I wiem, że naprawdę powinnam odpocząć, skoro jestem na nogach od piątej rano. Mimo to, sen nie przychodzi. Przewracam się z boku na bok i przeklinam do siebie nie wiedząc dlaczego. Być może nie powinnam kłaść się do łóżka tak wcześnie, ale po prostu nie mogłam dziś znieść patrzenia na Peetę.

Patrzenia na Peetę?

Z jakiegoś powodu, wszystko o czym byłam w stanie myśleć to jego ręce. Sposób w jaki wyglądają kiedy ugniata ciasto, mięśnie poruszające się pod jego bladą skórą... A jego ręce były tak ciepłe, że w porównaniu do moich rąk płonęły.

Jestem w szoku, kiedy uświadamiam sobie, że odruchowo ścisnęłam moje uda razem, tworząc tarcie między nimi. Czuję puls między nogami, to wszystko jest znajome, tylko nigdy nie w taki sposób.

Nigdy nie myślałam o nim.

Nie minął nawet rok. A ja leżę tu w łóżku, myśląc o człowieku, który nie jest Gale'em. Co, kurwa, jest ze mną nie tak?

Moje serce przyspiesza.

Jest tak cicho. Peeta musi być na dole. Wiem, że nie chodzi spać tak wcześnie. W rzeczywistości, nie wiem kiedy idzie do  łóżka. Wiem tylko, że musi to robić dużo później niż ja. Nie sądzę, że dużo śpi. Słuchając uważnie jego kroków, moja twarz płonie ze wstydu, pozwalam mojej prawej ręce przemieszczać się w miejsce, gdzie pragnęła się znaleźć przez cały dzień. Podciągam swoją koszulę nocną i wsuwam palce do majtek.

Nie mogę myśleć o ostatnim razie kiedy to robiłam. To było z Galem. Wydaje się jakby wieki temu... noc przed jego śmiercią. Muszę zablokować wspomnienia. Myślenie o tym za bardzo boli.

Tłumię jęk, kiedy czuję, jak jestem mokra. Tylko od... gryzę wargę. Tylko od myślenia. Nieco szerzej rozsuwam nogi, wsuwam palce do środka, zbierając wilgoć którą następnie wyciągam na moją łechtaczkę. Muszę to skończyć. Szybko, bez myślenia o tym, co robię.

Moje ciało szarpię się pod wpływem dotyku, prawie jakby to nie była moja ręka.

Odwracam głowę tłumiąc jęk w poduszkę. Umrę ze wstydu, jeśli Peeta wejdzie na górę i mnie usłyszy. Ściskam powieki. Moja lewa pięść ściska pościel. Palec prawej ręki rysuje okręgi wokół mojej łechtaczki, wysyłając chwilowe wstrząsy elektryczności po kręgosłupie, powodując, że moje ciało rzuca się w niekontrolowany sposób. To nie potrwa długo, a biorąc pod uwagę okoliczności, to chyba lepiej. Mój oddech przyśpiesza, czuję ścisk w dolnej części brzucha, ponieważ jestem na skraju.

Wtedy słyszę znajome kroki. Zaskakująco ciężkie dla kogoś, kto przeżył Igrzyska Głodowe. On na pewno nie jest myśliwym. Poszłam do łóżka więcej niż godzinę temu, więc musi myśleć, że śpię. Nie ma pojęcia, że wciąż jestem na jawie, z ręką między nogami, gdy myślę o... Jestem przerażona, bo uświadamiam sobie, że nie mogę przestać. Powinnam po prostu przestać, ale nie mogę.

Jest tuż obok moich drzwi, które na dodatek nie są zamknięte. Tłumię moje jęki w poduszkę, wiem, wiem, że jest tuż za niezamkniętymi drzwiami i może wejść do środka i wyciągnąć rękę w moim kierunku, w pościel, a ja…

Czy jego kroki zawsze zwalniają, gdy przechodzi obok moich drzwi? A może to tylko moja wyobraźnia? Przeżywam orgazm i nasłuchuję jego kroków, które znikają w pokoju na końcu korytarza. Czy mógł usłyszeć moje gwałtowne wdechy i pojękiwanie? Mam rozpaczliwą nadzieję, że nie. W tym samym czasie, czuje się tak, jakby sama myśl o nim, że jest tak blisko, że może mnie usłyszeć wydłuża i wzmaga mój orgazm.

Moje ciało opada na materac, cięzko i bez kości. Wstyd mi, że dotykałam siebie, ale przede wszystkim, jestem zawstydzona, bo robiąc to myślałam o
nim.

Jestem zmęczona. Kręci mi się w głowie. Moje serce galopuje w klatce piersiowej.

Zwijam się w kłębek i zasypiam.

Trudno mi spojrzeć mu w oczy przy śniadaniu, udając jak gdyby nic się nie stało, że wyobrażałam sobie jego ręce dotykające mnie, zamiast swoich. Zamiast Gale’a.

Ale oczywiście Peeta nie ma o tym pojęcia. Nie mógł mnie usłyszeć w nocy, bo zachowuje się jak zwykle. Tylko ja czuję, że coś się zmieniło.

Próbuję unikać go jak tylko mogę, co jest zadziwiająco trudne. Jestem świadoma, że ostatnio spędzaliśmy ze sobą mnóstwo czasu. Nie koniecznie rozmawialiśmy albo robiliśmy coś szczególnego, po prostu byliśmy razem w tym samym pokoju.

Ale dziś, nie mogę tego znieść. Czuję się tak, jakby jego wzrok przeszywał mnie na wylot, że słyszał co robiłam wczoraj. Najgorsze jest to, że moje ciało pamięta i jestem w szoku, kiedy dociera do mnie, że moje ciało chce
więcej. Próbuję się usprawiedliwić. Oczywiście, moje ciało chce więcej. Gale'a nie ma od długiego czasu, a nawet w ciągu kilku ostatnich miesięcy przed jego śmiercią, byłam w zaawansowanej ciąży i miałam noworodka. Ale już nie. Jestem zdrową kobietą z potrzebami. Moja mama powiedziała, że to w porządku pragnąć kogoś, choć nie jestem pewna czy byłaby zadowolona, gdybym powiedziała jej o tym.

Usprawiedliwienia nie pomagają w ogóle. Zamiast tego, powodują, że łzy napływają mi do oczu. Przerażona bełkocze przeprosiny i wybiegam z pokoju zostawiając Peetę z Ivy. Gdy wracam po 15 minutach wygląda na smutnego, ale nic nie mówi. Musiał zauważyć moje zaczerwienione oczy i spuchniętą twarz, ale jest zbyt uprzejmy – lub zbyt przerażony – by coś powiedzieć.

Znowu idę do łóżka wcześnie. Nie mogę grać z nim w pokera jakby nic się nie stało.

To nie pomaga, wręcz przeciwnie. Nie uwalniam się od niego, ponieważ w ciemności widzę jego niebieskie błyszczące oczy. Wiem, że to tylko moja wyobraźnia, ale czuje się jakby były prawdziwe. Moja ręka porusza się wbrew mojej woli do miejsca między moimi nogami. Dziś w nocy nie jestem zaskoczona tym, że jestem znowu mokra. I tym razem, imię na moich ustach, to które krzyczę w poduszkę, kiedy dochodzę, jest na pewno jego.

Rano znowu staram się go unikać. Wychodzi mi to dobrze aż do drzemki Ivy. Mijam zakręt i nagle go widzę. Wygląda na... zranionego. Staram się przełknąć gule w gardle. Nigdy nie chciałam go zranić. Nigdy nie chciałam…

– Czy zrobiłem coś co cię uraziło, Katniss? – pyta cichym głosem, tak aby nie obudzić Ivy. Kręcę głową bez słowa. – Myślę, że tak, bo od kilku dni dziwnie się zachowujesz. Cokolwiek to jest, przepraszam.

Patrzę w podłogę i jestem przerażona, kiedy łzy zaczynają spływać mi po policzkach, a ja nie mogę ich zatrzymać. Kiedy widzi moje łzy zbliża się, dotyka mojego policzka swoimi dużymi, ciepłymi dłońmi i je wyciera.

– Och, Katniss, proszę nie płacz.

Stoi zbyt blisko mnie. Ale za nic nie mogę się odsunąć. Dwoma palcami podnosi moją brodę zmuszając mnie, abym spojrzała mu w oczy. Nawet przez łzy, widzę wyraźnie jego jasne niebieskie oczy.

Nie mogę się opanować. Wstrzymuję oddech.

Nie mogę powiedzieć, co przeszło między nami w tym momencie. To wydaje się trwać wiecznie. Potem łamię nasz kontakt wzrokowy i odwracam się. Nie idzie za mną.

W nocy, gdy dzieci są w łóżku, Peeta jest bardzo cichy.

– Katniss, jest coś, co muszę ci powiedzieć – mówi w końcu. - Powinienem to zrobić wcześniej, ale ... Nie wiem, dlaczego nie mogłem.

Mam nadzieję, że nie widać po mnie strachu. Powie mi. Powie mi, że słyszał, albo że zrozumiał, albo …

– Jadę do Kapitolu.

7 komentarzy:

  1. Czekam na więcej! Jest świetnie!

    OdpowiedzUsuń
  2. Wooohooo super mogłabyś się określić kiedy bd dodawać nowe rozdziały raz na miesiąc? 2 tygodnie? Wiesz fajnie by było jakbyś podała konkretna datę... Bo nw ku lied sprawdzać ~ ewa

    OdpowiedzUsuń
  3. WOW!!!!!!!!!!!!!
    Cudowny!!!!!!!!!!!!!!!!

    OdpowiedzUsuń
  4. Witaj,nie wiem czy często tu wchodzisz,ale jeśli byłabyś zainteresowana współpracą to odezwij się proszę.
    kruszynka33@gmail.com

    OdpowiedzUsuń